SANKTUARIUM MARYJNE W KAŁKOWIE-GODOWIE
Wpisany przez Antoni Mariański   
czwartek, 01 lipca 2010 18:30

DOROCZNA  UROCZYSTOŚĆ  WOŁYNIAKÓW  W  SANKTUARIUM  MARYJNYM

W  KAŁKOWIE-GODOWIE

Stało się już wspaniałą tradycją Środowisk Wołyńskich czczenie Święta 3-go Maja w Sanktuarium Matki Bożej Świętokrzyskiej w Kałkowie-Godowie, w starym zamczysku – Golgocie stanowiącym coś w rodzaju muzeum narodowym. Zamczysko zbudowano na przełomie XX i XXI wieku. Budowniczym zamczyska i twórcą Muzeum był przewielebny ksiądz infułat Czesław Wala, proboszcz parafii pod wezwaniem Św. Maksymiliana Kolbego w Kałkowie-Godowie. - kustosz Sanktuarium.

Golgota zawiera 38 Oratoriów  - Kaplic (a dalszych pięć jest w budowie – pod jedną nazwą: „Golgota Wschodu”) poświęconych najnowszej historii Polski w tym Kaplicy Męczenników Wołynia i 27 Wołyńskiej Dywizji Piechoty Armii Krajowej. Inicjatorem utworzenia Kaplicy Wołyńskiej był niezapomniany Leon Karłowicz. W dniu 3-Maja 2002 roku aktu poświęcenia Kaplicy dokonał ks. Arcybiskup Bolesław Pylak – Metropolita Lubelski. Od tamtej pory Kaplica stanowi cząstkę Ziemi Wołyńskiej, oczywiście w odczuciu byłych mieszkańców Wołynia.

2-go Maja 2010 roku odbyła się kolejna uroczystość. Tym razem uroczystość wmurowania i poświęcenia Urny ze zbroczoną męczeńską krwią Ziemią Wołyńską. Trzy dni trwało czuwanie modlitewne w kościele Sanktuarium. Sama uroczystość poświęcenia Ziemi Wołyńskiej również tradycyjnie rozpoczęła się o godzinie dwunastej. Wprowadzono sztandar Krakowskiego Środowiska. Poczet sztandarowy stanowili: Prezes Środowiska Włodzimierz Wowa Brodecki – ułan. Asystowało mu pięciu harcerzy – również z Krakowa. Już sam Ułan swoją postawą ułańską robił wrażenie na uczestnikach uroczystości.

Rozpoczęła się Msza Święta. Na wstępie Ksiądz Infułat powitał wszystkich zebranych, a szczególnie – organizatorów uroczystości w tym Pana doktora Leona Popka przedstawiciela Instytutu Pamięci Narodowej w Lublinie. Bardzo miłymi słowami powitał chór przybyły z Równego na Wołyniu, który przyjechał na zaproszenie Środowiska Lubelskiego 27 Wołyńskiej Dywizji Piechoty Armii Krajowej. Niestety, na uroczystość nie przybyli mimo zaproszenia: ksiądz dr Marian Duma i ksiądz kan. Franciszek Ostrowski. Homilię wygłosił ksiądz Andrzej Wróblewski z miejscowej parafii. Ksiądz poza częścią liturgiczną krótko podał historię Oratorium Wołyńskiego. Wołyński chór nadspodziewanie pięknie śpiewał pieśni religijne. Jedna z członkiń chóru odegrała na skrzypcach Ale Maria – Ch. Gounod’a. Artystyczne dźwięki skrzypiec wzruszyły zebranych w kościele wiernych. Widać było wyraźnie, że i Ksiądz Infułat, główny celebrant Mszy Świętej, był wzruszony.

Po Mszy Świętej poczet sztandarowy, a po nim celebranci i zebrani, profesjonalnie przeszli do Golgoty to jest do Oratorium Męczenników Wołynia i 27 Wołyńskiej Dywizji Piechoty AK. Po krótkiej modlitwie Ksiądz Infułat poświęcił sarkofag z urną i urnę z Ziemią Wołyńską. Poczym oddał głos chórowi.

Zabrzmiały polskie patriotyczne pieśni. Zabrzmiały zwykłe polskie pieśni. Na wielu twarzach spłynęły nawet rzęsiste łzy. „Za Niemen, za Niemen”, „Polesia czar” i inne wyzwoliły wprost żywe wspomnienie z czasów młodzieńczych zebranych uczestników uroczystości, bowiem zdecydowana większość uczestników uroczystości to staruszkowie. A chór śpiewał. Śpiewał tylko po polsku, zaciągając czasami wschodnią i tonacją i słowami. To tylko dodawało uroku i wrażeń. To były nasze pieśni. To był nasz chór. Głosy i harmonia melodii opracowane wprost do perfekcji. Chór „Sursum Corda” – takie nosi imię – wystąpił pod dyrekcją pani Ireny Zalewskiej oczywiście również z Równego.

Na zakończenie muszę dodać, że inspiratorem, fundatorem Urny i organizatorem był Antoni Mariański z Opola, były mieszkaniec Zasmyk na Wołyniu. Sarkofag i wykonanie ufundował przewielebny ksiądz Czesław Wala – kustosz  Sanktuarium. Ksiądz kustosz zafundował również nocleg i posiłki chórowi z Równego. Chór przyjechał na zaproszenie Środowiska Lubelskiego Wołynia. Ziemię do Urny pobrali i przywieźli Julian Jamróz z Brzegu – były mieszkaniec Międzyrzeca Koreckiego i dwoje ludzi – Alicja i Andrzej (małżeństwo) ze Słupska. Nazwisk nie znam.

Później był obiad i rozmowy, wspomnienia. Zaproszenia do spotkania w Równem.

Po powrocie do domu nasunęło mi się tylko jedno pytanie: na czym polega spór o pojednanie między państwami polskim i ukraińskim? Czyżby tylko na szczeblu rządowym nie mogło dojść do pojednania?

 

AKT  EREKCYJNY

W szóstym roku Pontyfikatu Ojca Świętego Benedykta XVI

Gdy Prymasem Polski był Ks. Arcybiskup Henryk Muszyński, metropolita gnieźnieński

Ordynariuszem Diecezji Radomskiej – Ks. Biskup Henryk Tomasik

Kustoszem Sanktuarium Bolesnej Królowej Polski

Matki Ziemi Świętokrzyskiej – Ks. Infułat Czesław Wala

3 maja 2010 roku w Oratorium poświęconym pamięci

27 Wołyńskiej Dywizji Piechoty Armii Krajowej

Oraz pomordowanych na Wołyniu

Przez ukraińskie bandy UPA

Dokonano poświęcenia i wmurowania Urny z

Zbroczoną męczeńską krwią

ZIEMIĄ  WOŁYŃSKĄ

 

Ziemia pobrana została z cmentarzy wojennych i cywilnych

W Zasmykach, Międzyrzecu Koreckim, Korcu, Porycku,

Rymarzach, Bielinie, Sznodohoszczu i w Kowlu

 

Do Urny włożono oprócz Ziemi wstęp do książki

Leona Mariańskiego-Karłowicza

„Zasmyki były naszym domem”

 

Poświęcenie Ziemi Wołyńskiej poprzedziła Msza Święta

Celebrowana przez Ks. Infułata Czesława Walę

- Kustosza Sanktuarium, Ks. Kanonika dr Mariana Dumę – Proboszcza Parafii Świętego Krzyża

W Lublinie – Kapelana Lubelskiego Środowiska 27 Wołyńskiej Dywizji Piechoty Armii Krajowej

Oraz Ks. Kanonika Franciszka Ostrowskiego z Lublina

 

Urnę z Ziemią Wołyńską poświęcił

Ks. Infułat Czesław Wala – Kustosz Sanktuarium

 

W uroczystości udział wzięli

Żołnierze 27 Wołyńskiej Dywizji Piechoty Armii Krajowej

Miłośnicy Ziemi Wołyńskiej, zaproszeni Goście

I miejscowe Społeczeństwo

 

AKT  EREKCYJNY  PODPISALI

(tylko na oryginale)

 

Księża i liczne Grono Uczestników uroczystości

 

Kopię niniejszego AKTU włożono do Urny z Ziemią Wołyńską

 

Kałków-Godów 3 maja Roku Pańskiego

2010

 

ZIEMIA  WOŁYŃSKA

Wołyń. Mój Wołyń. Kraina sercu najbliższa. Gdziekolwiek jestem i czymkolwiek się zajmuję, zawsze mam przed oczyma tamtą ziemię: równą, rozległą, czasem urozmaiconą niewielkimi wzniesieniami, pociętą siecią piaszczystych, to znowu czarnoziemnych, niekiedy wyboistych dróg, co parę stajań zanurzających się w lesie z niebotycznymi sosnami i dębami lub strzeżonych przez dorodne zboża, kwieciste łąki, ciche, szumiące na wietrze, zielone, kopiaste krzewy o najrozmaitszych kształtach i odcieniach. Widzę do dziś rozpostarte szeroko wydłużonymi nierównymi rzędami, wśród obciążonych owocami sadów, a kępami wonnych bzów i jaśminów nasze wsie polskie, a także rozrzucone aż hen po horyzont daleki ukraińskie chutory: strzechy słomiane, pokryte czasem grubą warstwą seledynowo-szarych mchów, pochylone ze starości, albo w domach nowo budowanych dachy lśniące blachą, eternitem, czerwonymi dachówkami. A wewnątrz owych chałup i domów dobrych ludzi. Prostych, bywało – podpisujących się niekiedy krzyżykami, bo nie dane im było uczyć się w zwykłych szkołach, chyba po cichu, skrycie w prywatnych izbach, w tajemnicy przed okiem czujnego żandarma. Sprawcy długoletniej niewoli lekceważyli podstawowe prawa potrzeby każdego człowieka w zakresie dostępu do wiedzy.

Tak rosły całe pokolenia ludzi nie uczonych, lecz mimo to mądrych; nie wychowanych według przepisów bon-tonu – a kulturalnych, obdarzonych wrodzoną inteligencją i głęboką wzajemną życzliwością, noszących w sobie godność i prawdziwego polskiego gospodarza, uczciwego i ofiarnego obywatela – Polaka, u którego między mową, myślą i uczynkiem nie było rozbieżności. Jeżeli nawet zdarzały się jednostki o skrzywionym nieco charakterze, to tylko dla potwierdzenia prawdy o tym, że każda reguła ma wyjątki. Lecz gdy nadeszła chwila próby, wszyscy gotowi byli iść „na śmierć po kolei, jak kamienie przez Boga rzucone na szaniec”, by bronić polskiej, rodzinnej ziemi. I szli i bronili.

Były lata piękne, słoneczne i pochmurne, burzliwe. Padały czasem długotrwałe deszcze i zdarzały się równie długie susze. Były drogi jak stół gładkie na wołyńskich czarnoziemach, to znów tonące w grubych warstwach gęstego błota. Ale gdy biegnę myślą do moich rodzinnych stron, niw ojczystych, zasmyckich pól i łąk, widzę je zawsze oblane promieniami słońca, ciche, przytulne, serdecznie bliskie i brzmi mi w uszach wesoły, radosny, promienny śmiech i płyną pieśni rzewne, potoczyste, niekiedy skoczne i zawadiackie, niezwykle harmonijne, ujmujące melodią tęskną, przeciągłą, jak ta ziemia rozległa, nieogarniona ludzkim wejrzeniem.

Wszystko tam było nasze, odziedziczone po ojcach i dziadach, nasze własne. Tam zostawiliśmy swoje dzieciństwo i młodość, lata piękne i czyste, przepojone beztroską i szczęściem, gdy nieraz z radości miało się ochotę krzyczeć i szaleć, skakać i pędzić gdzieś w nieznane, przytulać do siebie ludzi, ptaki, zwierzęta, drzewa i krzewy zielone i złociste kłosy dojrzewających zbóż… Bo ta ziemia była również bliżej nieba, a dystans między człowiekiem a Stwórcą tylko tam był tak niewielki i serdeczny, jak między dobrymi dziećmi a kochającymi rodzicami.

Dziś po ponad pięćdziesięciu latach od dnia opuszczenia i pożegnania naszych rodzinnych ziem, my wygnańcy, czujemy z nimi serdeczne związki o tyle mocniej, o ile bardziej i wyraźniej zdajemy sobie sprawę, ile polskiej krwi, krwi niewinnej i bohaterskiej zarazem, wsiąkło w każdą grudkę wołyńskiej ziemi w latach ostatniego naszego tam pobytu. Pozostali w niej na zawsze i strzegą jej polskości pomordowani i polegli bracia, koledzy, przyjaciele. Bez krzyży na mogiłach, jakże często zbiorowych, chwastami porosłych, częściej zrównanych z ziemią i zapomnianych. Mogiły mieszkańców całych wsi i osad, z niemowlętami, kobietami i starcami niedołężnymi wiernie strzegą polskiej wołyńskiej ziemi. Prochy tysięcy jej synów i córek, wyrwanych stamtąd w latach sowieckiej okupacji 1939 do 1941 r. i w okrutny barbarzyński sposób zapędzonych w stepy Kazachstanu i w tajgi mroźnej, ponurej Syberii. Do dziś bielą się tam ich kości – symbol niewinnego męczeństwa. Inne poprzykrywał wicher piaskiem irańskiej i libijskiej pustyni. Jeszcze inne, zebrane pieczołowicie przez kolegów z krwawych pobojowisk spoczywają na cmentarzach wojskowych Tobruku, Narwiku czy Monte Cassino…

Wołyń, jak chyba żadna polska kraina, z wyjątkiem bohaterskiej naszej stolicy, zapłacił za swą polskość wysoką cenę krwi.

Da Bóg, że nie na darmo.

 

(Leon Karłowicz – „Zasmyki były naszym domem”)

Włożono do urny z Ziemią Wołyńską w Sanktuarium Bolesnej Królowej Polski Matki Ziemi Świętokrzyskiej w Kałkowie-Godowie dnia 3 maja roku Pańskiego 2010.

 
HUNGARIANPolish (Poland)Română (România)Russian (CIS)Slovenčina (Slovenská republika)Ukrainian (UA)English (United Kingdom)

Kresowy Serwis Informacyjny

Na skróty

Wesprzyj OW ŚZŻAK

Ty też możesz wesprzeć żołnierzy 27 WDP AK.

Wystarczy jak wykonasz  przelew na konto:

Bank PKO SA Warszawa

17102010970000710201069061

Żołnierze AK OKRĘG WOŁYŃ
ul.11 Listopada 17/19
03-446 Warszawa

Serwis o Wołyniu

Serwis o Kresach

Pamiętaj o imieninach

Wczoraj : Ryszarda Teodora
Dziś : Hieronima Sebastiana
Jutro : Apoliny Eryki Cyryla
Pojutrze : Elwiry Jacka

Sonda

Czy polityka Rządu RP w zakresie wyjaśnienia stosunków Polska-Ukraina jest
 

Zostań sponsorem serwisu

poprzez zamieszczenie w TYM miejscu swojej reklamy.

Zamówienie banneru reklamowego kliknij TU

Szukaj

Kredyt dl Ciebie